Polecamy:   Portal Katowic   Woj. Śląskie   Stolica Górnego Śląska deutsch | english | česky | ślőnský | schläsch
Wrocław Dolny Śląsk

Aktualności
O Wrocławiu
Śląsk,DolnyiGórny
Dolnoślązacy
Poezja
Artykuły
Galerie
Plan miasta
Imprezy
Forum
Ciekawe strony
Euro 2012
Nasza akcja
Reklama


Archiwum prasowe:
wkrótce

NOWINY DOLNOŚLĄSKIE
Mieszkali u nas templariusze
Historia pobytu słynnego zakonu na Dolnym Śląsku zostanie napisana od nowa! Kustosz, który zajrzał do archiwów, dokonał sensacyjnych odkryć.
Informacje z powieści Dana Browna Kod Leonarda da Vinci bledną przy odkryciach dokonanych przez kustosza Muzeum w Wałbrzychu. Dotarł do sensacyjnych dokumentów i niezwykłych miejsc związanych z pobytem templariuszy w południowych zakątkach Dolnego Śląska.
I o ile Brown w swojej książce odwołuje się do autentycznych postaci i miejsc, o tyle jego powieść jest jedynie fikcją literacką. A odkrycia wałbrzyskiego kustosza bez wątpienia będą przedmiotem wnikliwych badań historycznych. (...)
Muzealnik zrobił rozeznanie w Archiwum Akt Dawnych i wrocławskim Archiwum Archidiecezjalnym. Dostał do wglądu niemieckie rękopisy z XVIII i XIX wieku. Po raz ostatni dokumenty przeglądano ponad 100 lat temu! Zawarte w nich informacje wprawiły go w osłupienie. W jednym z rękopisów opisano prace budowlane niedaleko Złotoryi ok. 1860 roku. Na fundamentach zamku wznoszono tam pałac i w trakcie prac znaleziono relikwiarze templariuszy oraz słynnego Bafometa. Opisano go jako głowę z czterema twarzami - anioła, woła, orła i człowieka. Dodano, że są to symbole ewangelistów. Napisano również, że część znaleziska trafiła do muzeum, a część kupił prywatny kolekcjoner. Wokół przedmiotu nazwanego Bafometem urosło wiele mitów. Okultysta Eliphas Levi przedstawił go w XIX w. jako kozła z wielkimi rogami, kobiecymi piersiami i kopytami, siedzącego na ujarzmionym globie. Na łbie miał pentagram, z pleców wyrastały mu skrzydła. Zeznający podczas swojego procesu templariusze przedstawiali Bafometa jako głowę. Prawdopodobnie chodziło o głowę Jana Chrzciciela lub twarz Jezusa Chrystusa odciśniętą na całunie turyńskim.
- W największe zdumienie wprawiła mnie jednak historia ubogiego szlachcica Stilfrieda von Rattonitz, który posiadał tylko połowę wsi Żelowice - opowiada Stadnicki. - W pierwszej połowie XIX w. kupił zamek w Lipie Jaworskiej, który został wzniesiony przez templariuszy. Natychmiast rozpoczął prace archeologiczne w posiadłości i dziwnym zbiegiem okoliczności jego status majątkowy oraz pozycja społeczna zaczęły błyskawicznie rosnąć.
Cesarz Hohenzollern mianował go Mistrzem Protokołu Dworu Cesarskiego. Niespełna trzy lata później, do niedawna ubogi szlachcic, dostał zaproszenie na dwór króla Portugalii i dwór króla Hiszpanii. Ten pierwszy dodał mu do nazwiska tytuł zu Alcantara. To nazwa zakonu rycerskiego, który po rozwiązaniu zakonu templariuszy, przyjął wielu z nich w swoje szeregi. Stilfried von Rattonitz zu Alcantara ufundował też kościół w Żelowicach, który jest wzorowany na słynnej kaplicy Rosslyn wybudowanej przez templariuszy w Szkocji. Na ołtarzu kościoła umieścił krzyż rycerzy-zakonników. Zwoził też do Żelowic z całego Dolnego Śląska granitowe płyty nagrobne templariuszy. Jest ich tam ok. 40.
- Materiałów o templariuszach na Dolnym Śląsku jest dużo więcej - mówi Stadnicki. - Ustaliłem, że po powrocie z Ziemi Świętej docierali na te tereny przez Włochy, Chorwację, Węgry i Czechy. Osiedlali się wzdłuż granicy biegnącej przy paśmie Gór Sowich. Tu budowali swoje komandorie.
Ciekawostką jest, że wszystkie budowane przy siedzibach templariuszy kościoły były pw. św. Marii Magdaleny. Książka o ich pobycie na Dolnym Śląsku ma się ukazać w przyszłym roku. Gazeta Wrocławska, Artur Szałkowski, 2008.12.04

Wystawa przypomina o naszej Odrze
Stuletnia barka jest sercem wystawy opowiadającej o niegdysiejszym życiu Odry i na Odrze, a przede wszystkim o ludziach, którzy jeszcze nie tak dawno temu pracowali i mieszkali na odrzańskich barkach.
Od piątku w przycumowanej naprzeciw Hali Targowej Złotej Kaczce oglądać można ekspozycję Rzeka-Miasto-Ludzie, przygotowaną przez Ośrodek Pamięć i Przyszłość.
Grzegorz Bakuliński, kurator pokazu: - Chcieliśmy przypomnieć jak ważną rolę odgrywała rzeka w życiu naszego miasta i jak wielki potencjał ciągle w niej drzemie. Na podstawie materiałów archiwalnych, zdjęć i filmów skonstruowaliśmy pokaz w płaskodennym kutrze gaflowym, czyli w najstarszym i jedynym takim w Polsce tjalku, który zbudowano w 1903 roku w Amsterdamie. Na razie nie nadaje się on do żeglugi, ale doskonale służy za powierzchnię wystawienniczą. (...)
Zabytkową, kompletnie zdewastowaną barkę na początku lat 90. dostała 25 Wrocławska Żeglarska Drużyna Harcerska. Harcerze wyremontowali kadłub i pomieszczenia wewnątrz, w których teraz zainstalowano pływającą część wystawy. Zgromadzono na niej oryginalne elementy wyposażenia barki oraz ekwipunek żeglarski, które są tłem dla pokazu archiwalnego: zdjęć oraz filmów, opisujących historię wykorzystywania rzeki.
Są to nie tylko dokumenty oficjalne mówiące o flocie rzecznej i rozwiązaniach technicznych umożliwiających żeglugę, ale także fotografie wyjęte z prywatnych zbiorów, które pokazują, że niegdyś barkami spławiano nie tylko towary. Mieszkali na nich ludzie, którzy nie tylko wykonywali pracę, ale jedli, pili i bawili się. Kucharzyli i hodowali zwierzęta - jednym z najzabawniejszych obrazków z wystawy jest fotografia kur opuszczających barkę przechodząc po specjalnie dla nich zainstalowanym trapie.
Drugą część pokazu poznać można na stałym lądzie, czyli spacerując po bulwarze Dunikowskiego. Tam znajdziemy archiwalne zdjęcia wrocławskich śluz, nabrzeży i mostów, a także rozdział poświęcony powodzi z 1997 roku.
Wystawę oglądać można codziennie, od godz. 11 do 19, do końca listopada, bilety kosztują 1 zł. Zorganizowane grupy oraz szkoły powinny uzgadniać termin zwiedzania pod numerem 606 85 33 03. Gazeta Wyborcza, Agata Saraczyńska 2008.10.10, Pływająca wystawa przypomina nam o rzece

Skończyć z pomnikowym terrorem we Wrocławiu!
Pomniki we Wrocławiu stawia się metodami przypominającymi wymuszenia rozbójnicze. Kto pierwszy, kto umie zaszantażować argumentami ideowymi, ten zagarnia kawał przestrzeni i zaśmieca go na setki lat. Tak dalej być nie może. Żądamy prawa głosu - orzekli uczestnicy publicznej debaty na temat pomników, zorganizowanej w środę w Instytucie Historii Sztuki UWr.
Przyszli historycy sztuki, ale i ludzie z ulicy zwabieni plakatem ze zdjęciem pomnika Chrobrego , na którym ktoś dopisał flamastrem: Za czyje pieniądze pomniki? Czy Chrobry był we Wrocławiu?. W czasie dyskusji temperatura jeszcze wzrosła, choć debatujący byli zgodni: większość pomników, które miasto dostało w ciągu ostatnich kilkunastu lat, jest estetycznym horrorem, zafundowanym obywatelom Wrocławia bez pytania ich o zdanie. I wszystko wskazuje na to, że ten horror szybko się nie skończy, bo chętnych do stawiania pomników przybywa w tempie geometrycznym.
Prof. Jan Harasimowicz [redaktor naukowy Atlasu architektury Wrocławia i miejskiej Encyklopedii - przyp. aut.]: - Kilka lat temu urząd miejski przeprowadził inwentaryzację pomników oraz tablic pamiątkowych i poprosił mnie o ich ocenę. Napisałem, że czas skończyć z tym pomnikowym chaosem. Zachowujemy się jak nomadzi, którzy muszą znaczyć teren. Upstrzone w mieście pomniki dewastują przestrzeń publiczną nie mniej niż nietrafione inwestycje. I to na setki lat. Nie ma ładu przestrzennego. Jest ziemia niczyja - kto ją pierwszy zajmie, ten wygrywa.
Dyskutanci nie szczędzili monumentom krytycznych słów. Dr Rafał Eysymontt uznał, że pomnik korkociągu na placu Solnym i pomnik piłki nożnej przed kościołem św. Marii Magdaleny [chodzi o fontannę - przyp. aut] urody miastu nie dodaje, trudno znaleźć też uzasadnienie dla zalewu przestrzeni kiczowatym detalem w postaci kulek, krasnoludków i żabek.
Najbardziej dostało się pomnikom Bolesława Chrobrego przy ul. Świdnickiej, Ofiar Katynia w parku Słowackiego i Chrystusa Króla na Ostrowie Tumskim.
Prof. Henryk Dziurla uznał Chrobrego za kicz pod względem formy, treści i lokalizacji. Na dodatek osadzony w mentalności XIX-wiecznego nacjonalizmu. Wtórował mu dr Mateusz Kapustka, który ocenił, że monarcha ze Świdnickiej to obrazowa przemoc, swoiste damnatio memoriae [łac. potępienie pamięci - aut.] w stosunku do stojącego tam wcześniej pomnika niemieckiego cesarza. A dr Łukasz Krzywka przypomniał, że Chrobry powstał bez konkursu, a pokazano go mieszkańcom Wrocławia, gdy już wszystkie decyzje zapadły.
O pomniku Ofiar Katynia mówiono, że przywodzi na myśl postacie z gry fantazy i wygląda jak porzucony, a kolumna z Ostrowa Tumskiego to przykład pełnego błędów zapożyczenia z dawnych wzorów.
W najbliższym czasie pomników przybędzie, bo kolejka chętnych do obsadzania cokołów jest coraz dłuższa. Pomnik Korfantego ma już wszystkie zgody, wybrany projekt i lokalizację na skwerze przy ul. Powstańców Śląskich. Wystarczy go zrobić. Zaktywizowała się też grupa inicjatywna, która zamierza wystawić pomnik Marszałka (najlepiej na Kasztance) i miłośnicy Bolesława Krzywoustego, planujący ozdobienie Psiego Pola wizerunkiem walecznego władcy.
Dr hab. Agnieszka Zabłocka-Kos: - Najwyższy czas, żeby projekty pomników były publicznie dyskutowane. Władza musi nas zacząć słuchać. Przecież te monumenty oszpecą miasto na setki lat. Ktoś powinien za to odpowiadać. (...) Gazeta Wyborcza, Beata Maciejewska 2008.05.29, Skończyć z pomnikowym terrorem i horrorem!

© ŚląskiWrocław.pl 2007-2017 | O portalu | Redakcja | Promocja | Reklama
   Góra   Wstecz